Nawigacja

Szukaj

Kategorie

Ostatnio napisałem

Po drugiej stronie barykady i spowrotem

Archiwum

Blogi

 ITblog
Blog Michała Osmendy
 R2 Tech
Blog Piotrka Skoczylasa
 Vermin.eu.org
Blog Vermina

Disclaimer
The opinions expressed herein are my own personal opinions and do not represent my employer's view in anyway.

RSS 2.0 | Atom 1.0 | CDF

Send mail to the author(s) E-mail

Total Posts: 33
This Year: 0
This Month: 0
This Week: 0
Comments: 55

Sign In
Pick a theme:

website monitoring service

pagerank counter

 Wednesday, 02 January 2008
Wednesday, 02 January 2008 21:34:12 (E. Europe Standard Time, UTC+02:00) ( Offtopic )

Witam ponownie. Ktoś jeszcze czekał na mój kolejny (wielki) powrót?

Widzę, że nikt mnie na moim stanowisku ani nie wygryzł, ani nie zastąpił, więc jestem. Nie... to nie jest prawdziwy powód. Nie czuję przymusu okupowania za wszelką cenę stanowiska jedynego nadwornego ewangelizatora Microsoftu. Dobre rzeczy bronią się same.

To, że nie robię nic na siłę można się było przekonać przez ostatnie pół roku. Co się działo? A no właśnie nic, ale tylko na tym blogu. To była próba czasu, jak i próba spojrzenia na świat zza drugiej strony barykady. Może całe to środowisko zatwardziałych linuksowców miało rację, że ich system bije produkty MS i załatwia lepiej przygniatającą większość czynności, do których system operacyjny został powołany? Wbrew pozorom Linux ma bardzo dobry marketing, zwłaszcza w internecie. Dziennikarsko-śledczym tropem postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda w praktyce.

Poszedłem na całość i z początkiem lata zacząłem pracę w megakorporacji, będącej światowym liderem IT, której jednym z działów jest software development. Projekt zdarzył mi się duży, dziesiątki tysięcy stron dokumentacji analitycznej, projektowej i zarządczej. Co najważniejsze platformą tego projektu były serwery linuksowe, baza danych Oracle, Apache, Java, Tomcat i inne pomniejsze rozwiązania oparte na open-source. Zero Windows! Nie wiem, jak dużo szczegółów mogę zdradzić, ale powiem, że zaskoczyła mnie niestabilność, brak wygody administracji i użytkowania ww. oprogramowania. Zwłaszcza tego produkowanego przez podwykonawców. Okazuje się, że to nie wina programistów, że część rzeczy nie działa, tylko ograniczenia platformy i wykorzystanych składników oprogramowania open-source.

Największą bolączką open-source jest niedojrzałość platformy w rozwiązywaniu biznesowych problemów, problemy z integracją i niska produktywność podczas użytkowania zaprojektowanych rozwiązań. Nie mówię w tym momencie np. o serwerze Apache, bo on akurat ma się całkiem dobrze, ale chociażby kilka innych projektów fundacji Apache kuleje pod względem rozwoju, stabilności, integralności i dokumentacji. Nie nadają się po prostu do użytku. Nie odważyłbym się nigdy oprzeć ogromnego rozwiązania, wymagającego praktycznie 100% dostępności, rozpiętego na dziesiątki maszyn, bazując tylko na rozwiązaniach open-source. Konstrukcje open-source dopasowywane do rozwiązania konkretnych potrzeb nie pozwolą spać spokojnie. Wystarczy jeden niedojrzały komponent, aby wszystko zaczęło się walić.

Nie potrafię policzyć, ile razy sugerowałem, że skorzystanie ze sprawdzonych komercyjnych rozwiązań rozwiązałoby większość istniejących problemów, jak również zapobiegło powstaniu 90% kolejnych. Dodam tylko, że istnieje rozwiązanie komercyjne, które nawiasem mówiąc, zostało wyprodukowane przez Microsoft, które (pomijając cenę licencji) pozwoliłoby wykonać ten projekt kilka razy szybciej, kilka razy mniej się przy tym stresując.

Nie zdradzę więcej, bo czuję, że nie powinienem. Za to powiem jedno: zawiodłem się na Linuksie. Miałem szczere chęci, naprawdę próbowałem, ale nic z tego. Z dniem dzisiejszym skończyłem pracę w tej firmie.

Wracając do myśli z początku, fakt, że znowu tutaj piszę świadczy tylko o tym, że nie robię tego na siłę.

Parafrazując: "MS Evangelizer. Your potential, my passion".