Minął rok, mniej więcej. Wydarzyło się dużo rzeczy. Pracowałem, podróżowałem, studiowałem i porzuciłem blogowanie.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie tęskniłem. Dużo razy łapałem się na tym, że mam coś ważnego do powiedzenia, gdyby tylko było to komu przekazać... Chciałem prowokować dyskusję na różne tematy, a gdy prowadziłem bloga, była ku temu sposobność.
Czułem się nieswojo przez cały ten czas, bo przecież są ludzie, których znałem, którzy towarzyszyli mi w każdej notce i ze mną polemizowali. Może narzucałem wtedy za duże tempo, chciałem publikować przynajmniej jedną notkę dziennie. Wiem, że to może wydawać się niedużo, ale po pewnym czasie, zwłaszcza gdy nie ma czasu na pisanie, wydaje się, że to za wiele. Natomiast, czym mniejsza systematyczność i częstotliwość publikowania notek, tym grono czytelników się zmniejsza. Trudno powrócić do pierwotnego poziomu.
A może ta przerwa była naturalna? Może tak się po prostu dzieje, że po pewnym czasie chęć do pisania spada nagle do zera i wtedy potrzebny jest odpoczynek? Odpoczynek tak długo, aż chęć wzrośnie wykładniczo, znów osiągnie zenit i popchnie do pisania. Może skończyłem pisać, bo zabrakło czegoś, co spowodowało brak chęci?
Napisałem tą notkę, bo zaobserwowałem pewne zjawisko w polskim internecie. Okazuje się, że więcej osób zrezygnowało z tego, co robili. Gdy byłem nieobecny w naszej społeczności, czyli około rok, zniknęło z aktywnej działalności kilka znajomych osób oraz projektów.
Czytałem ostatnio wpis ucela na Developers.pl, który potwierdza w całej rozciągłości to, o czym mówię. Do tego Kuba H. w jednym z komentarzy podał przykład Bartka Czyża, jednego z założycieli vortalu Developers.pl, który, jak to określił "jednego dnia gdzieś nagle zapadł się pod ziemię".
Długoterminowa aktywność jednostki w społeczności internetowej to zjawisko socjologiczne, które jeszcze chyba nie zostało zbadane. Ale wierzę, że można zapobiec owemu "zapadaniu się pod ziemię". Nie wiem jeszcze jak, ale na swoim przykładzie postaram się do tego dojść.
Po ostatnim zdaniu nasuwa się pewnie pytanie, czy wracam? Przekonacie się :)